Pierwszy raz miałam okazję być w Teatrze Narodowym. Jak i pierwszy raz miałam okazję obejrzeć w teatrze Dziady . Odczucia mam trochę mieszane.
Dziadów czytałam tylko jedną część i z tego co pamiętam to podobała mi się. Dlatego jechałam na spektakl z bardzo pozytywnym nastawieniem, przepełniona ciekawością.
Pierwsza część zdecydowanie mnie oczarowała. Dziady nabrały jeszcze więcej tajemniczej aury poprzez intrygującą scenografię. Nie mogłam oderwać oczu od dołów w scenie w których chowali się, wpadali lub które przeskakiwali aktorzy. Muzyka podkreślała całą atmosferę, a gra aktorska po raz kolejny mnie zadziwiała. Dla osoby, która powoli odkrywa magię teatru to wszystko jest niesamowicie niecodzienne i odurzające.
Niestety jak dla mnie spektakl był trochę za długi, nie wiele pamiętam z jego drugiej części- ale to dlatego, że było późno, a ja po intensywnym dniu byłam bardzo zmęczona (oraz przeważnie o takich godzinach w środku tygodnia już słodko śpię). Ubolewam nad tym bardzo bo co chwila w drugiej części gubiłam wątek, stała się ona dla mnie bardzo niezrozumiała. To chyba tyle co mam do zarzucenia i jak widać jest to głównie moja wina.
Gdybym miała okazję jeszcze raz na spokojnie obejrzeć Dziady w reżyserii Eimuntas Nekrošius'a zrobiłabym to bez zawahania (ale upewniłabym się, że tym razem będę mogła się skupić na całości). Po jego obejrzeniu nabrała mnie ogromna ochota na przeczytanie książki jeszcze raz. Mam nadzieję, że szybko nie zapomnę o tej sztuce. Nie wiem co mogę jeszcze o tym napisać, bo jest to dla mnie bardzo osobiste więc pozostaje mi tylko zachęcić do kupienia na nią biletów. (O ile to jeszcze możliwe... )
piątek, 27 stycznia 2017
piątek, 6 stycznia 2017
Stępiony ołówek, porwana,pusta kartka i pogryziona gumka...
Witam!~~
Stępiony ołówek, porwana, pusta kartka i pogryziona gumka... czyli to co zazwyczaj dopada mnie podczas dłuższego wolnego czasu. Kiedyś rysowałam sporo zwierzątek, później długo nic, następnie kiedy przyszła ekscytacja i "wielkie" małe zauroczenia w kpopowych idolach zaczęło się rysowanie owych bożyszczy, przeważnie wychodziły mi karykatury... pomimo, że tak się starałam. W tym roku przerzuciłam się na kolorowanki. I jak narazie i ja i moje obrazki mamy się dobrze.
Jednak postanowiłam, że niedługo wrócę do rysowania, może daruję sobie poświęcanie całego miesiąca na przygotowanie znośnego portretu, ale od czegoś trzeba zacząć.
Dlatego też znalazłam bloga prowadzonego przez osobę, która naprawdę zna się na rzeczy i umie bardzo dobrze rysować. W różnych technikach. Pokazuje jak powinno się rysować oraz omawia narzędzia, którymi się posługuje.
Mam nadzieję, że kiedyś i ja będę mogła pochwalić się swoimi dziełami, a nie jak aktualnie chować je z zażenowania w najciemniejszym zakamarku szuflady.
Polecam zajrzeć na http://ilojleen.blogspot.com/ :) A tymczasem wracam do kolorowanki.
Stępiony ołówek, porwana, pusta kartka i pogryziona gumka... czyli to co zazwyczaj dopada mnie podczas dłuższego wolnego czasu. Kiedyś rysowałam sporo zwierzątek, później długo nic, następnie kiedy przyszła ekscytacja i "wielkie" małe zauroczenia w kpopowych idolach zaczęło się rysowanie owych bożyszczy, przeważnie wychodziły mi karykatury... pomimo, że tak się starałam. W tym roku przerzuciłam się na kolorowanki. I jak narazie i ja i moje obrazki mamy się dobrze.
Jednak postanowiłam, że niedługo wrócę do rysowania, może daruję sobie poświęcanie całego miesiąca na przygotowanie znośnego portretu, ale od czegoś trzeba zacząć.
Dlatego też znalazłam bloga prowadzonego przez osobę, która naprawdę zna się na rzeczy i umie bardzo dobrze rysować. W różnych technikach. Pokazuje jak powinno się rysować oraz omawia narzędzia, którymi się posługuje.
Mam nadzieję, że kiedyś i ja będę mogła pochwalić się swoimi dziełami, a nie jak aktualnie chować je z zażenowania w najciemniejszym zakamarku szuflady.
Polecam zajrzeć na http://ilojleen.blogspot.com/ :) A tymczasem wracam do kolorowanki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)